Ważne informacje

Szpiedzy i Dyplomaci

Warchoły i Pijanice

Archiwum

Kuznia Gier on Facebook

Sklep internetowy

Fabuła Veto! - Awanturnicy

ksch · 2010-12-16 12:58:00 · Tagi: świat, wydawnictwo, blog designerski, · Komentarze: 5

Stronnictwo wspierające Jerzego Sebastiana Lubomirskiego było na początku niczym więcej niż zbrojną bandą kilku podpitych szlachetków, których fantazja poniosła tak daleko, jak to tylko w Rzeczypospolitej możliwe. Nie chcąc następnego Szweda, poczęli rozglądać się za innym kandydatem - ot tak, żeby kogoś poprzeć, a przeciw komu innemu się zwrócić. Prym wśród nich wiódł Janusz Niesiecki, znany krzykacz i opilec. Wokół niego poczęli zbierać się kolejni - Bobrowski, Skarżyński, bracia Domosławscy i wielu, wielu innych. Jednak dopiero zainteresowanie tym, ze wszech miar warcholskim i mało poważnym stronnictwem, ze strony młodego Ordynata zamojskiego – Jana "Sobiepana" poczęło sprawę w ciekawą stronę rozwijać. Coraz więcej szlachetków zaczęło szeregi tej swawolnej kompaniji zasilać. Myśl o staniu się stronnictwem z prawdziwego zdarzenia, wbrew magnatom i szwedzkim dynastiom, przyciągała ich i wabiła. Każdy widział się w karmazynowych deliach i futrach z gronostajów. Plan Zamojskiego był prosty - nie wystawiamy kandydata, lecz stajemy się tak ważną siłą, że każdy z już zgłoszonych czapkować nam będzie. Poprzemy zaś tego, który najwięcej przyobieca. I tak być może by się stało, gdyż widywano i posłańców Ossolińskiego i Radziwiłła u Zamojskiego w namiocie, lecz sprawę kompletnie zagmatwało pojawienie się na elekcji księcia Jeremiego.

Jego poczet, ze znamienitych szermierzy złożony, szybko począł wchodzić w konflikty ze swawolnikami Sobiepana. Rąbanina robiła się z tego szpetna, której zresztą nienajlepszy był dla Awanturników (jak poczęto ich nazywać) skutek. Zamojski i Niesiecki wspólnie postanowili poszukać pomocy. Traf chciał, że ich drogi skrzyżowały się ze Strażnikiem Koronnym - Samuelem Łaszczem - oraz jego świeżo poznanym kompanem Jackiem Dydyńskim. Ci dwaj zajezdnicy i warchołowie, z czystej wobec Wiśniowiecczyków niechęci, przystali do awanturniczego obozu. Według późniejszych relacji, ponoć pan Samuel poddał pomysł wysondowania młodego i potężnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. Według innej wersji, to Niesiecki pomysł taki rzucił ledwie stojąc na nogach, podczas popijawy. Tak czy owak sprawy nabrały jeszcze większej dynamiki. Lubomirski, skłócon z Radziwiłłem, sam dumny i butny pan, a do tego człek młody i gorączka, postanowił inicjatywę awanturniczą przejąć dla siebie.

Kompania za swą siedzibę obrała Troki i stamtąd licząc już setki popleczników pod Warszawę wróciła. I rzeczywiście podczas elekcji roku 1648 Lubomirski został kandydatem, jego frakcja zaś siała na niej najwięcej fermentu i zamętu. Ciągle biła się z Wiśniowieckimi i Radziwiłłami, ciągle wszczynała burdy i swawole, każdą próbę porozumienia podczas elekcji niwecząc. Uważa się, że to oni byli jednymi z głównych sprawców zawieszenia wyborów i ogłoszenia trwania bezkrólewia. Co istotne, kiedy pod Warszawą pojawił się Chmielnicki ze swymi kozackimi rotami (na mocy zawieszenia broni wobec zagrożenia tureckiego na wschodnich granicach), od razu oczy swe zwrócił na najbardziej z Rusinami skłócone stronnictwo. I tak, na kilka tygodni przed zerwaniem elekcji, oba towarzystwa wymieszały się, chociaż wydawałoby się to zgoła niemożliwe. Kiedy Prymas wybory zawiesił, partia awanturnicza poczęła się wykruszać. Część poszła z Chmielem na Ukrainę, część rozjechała się we wszystkie świata strony. Hetman Zaporoża doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia osmańskiego, dlatego szybko wysłał poselstwo do sułtana i wynegocjował neutralność w zamian za przepuszczenie wojsk tureckich przez prawobrzeżną Ukrainę.

Kiedy wojska osmańskie minęły jego terytoria, Chmiel ruszył tuż za nimi, aby jak najszybciej uderzyć na swego zajadłego wroga – Jaremę. Liczył na to, że Turcy zmiażdżą Wiśniowieckich i zaatakują Polskę. On w tym czasie zdobędzie terytorium Jeremiego, wraz z Łubniami, Kudakiem, Barem i Kamieńcem. W momencie, gdy Osmanowie po pierwszych zwycięstwach nad wojskami kniazia pomaszerowali dalej, Chmielnicki wstrzymał oddech – czekał na ruch Jaremy. Kiedy ten wymaszerował za Turkami, wydał ogromne przyjęcie dla swych pułkowników i polskich swych stronników, na którym opijali pokonanie swego największego wroga. Kiedy Jeremi rozdzielił swe siły, Chmielnicki śmiał się tylko z tych kilku tysięcy, które miały go zatrzymać. Miał pięciokrotnie liczniejszą armię. Pewność siebie jednak go zgubiła – dowodzący Wiśniowiecczykami – Jan Skrzetuski - wciągnął jego siły w pułapkę – uciekając przed nimi aż do z góry upatrzonego pola bitwy. Umordowani pościgiem Kozacy musieli atakować pod górę, skąd natarła na nich polska jazda. Po trzech godzinach porażka była całkowita, jego wojska w panice przedzierały się z powrotem na Sicz, on sam w niesławie razem z nimi. Od tamtej pory stał się ostrożniejszy. Przegrupował swe kosze na Siczy, obsadził kresowe stanice i czekał.

Kiedy cały kraj zdążył pogrążyć się w porażającej anarchii, kiedy zbrojne kupy władzę nad krajem przejęły, Chmielnicki wysłał słynną wyprawę warcholską – kilkunastu pułkowników wspieranych przez wszystkich pozostałych w jego obozie Kozaków. Złośliwi szeptali, że miał tak serdecznie dość awanturniczych opilców, że marzył o tym, aby się ich pozbyć. Wyprawa przeprawiła się przez Dniestr, minęła chyłkiem Ruś i dotarła do Małopolski. Tam, widząc potworne zamieszanie i brak jakiejkolwiek władzy, rozpoczęli swoje prawa ustanawiać. Zdobyli kilkanaście wiosek, kilka miasteczek, aby wreszcie wjechać do Krakowa. Starosta opuścił miasto w popłochu, więc swawolnicy, nie widząc dla siebie rywali, rozsiedli się w tym ważnym mieście i rządzili w nim przez cztery dni, wprowadzając własne prawa, takie jak składanie sobie licznych danin, zagrabianie kogo i czego popadnie. Wysłali również poselstwo do Wiśnicza, aby ich dawny patron wsparł ich starania. Jednak Lubomirski nie chciał mieć już z całą sprawą nic wspólnego. Wiedział, że jego poplecznicy teraz są pod skrzydłami Chmielnickiego, a tego Lubomirski uważał za zagrożenie. Dlatego do kompanii nie wrócił, a posłów precz przegonił oznajmiając, że jego roty za dwa dni staną w Krakowie i nie chcą tam już ich kompaniji widzieć. Wówczas postanawiają ruszyć po prostu przed siebie – biorąc na co będą mieć ochotę, dopóki nie zjawi się siła zdolna ich zatrzymać. Kraj jednak był wówczas tak niewydolny, że ciężko było szukać takiej siły...

 

 

 

  • Puppet_Master

    2010-12-17 19:56:36 napisał(a):

    Super artykuł, teraz mam trochę czau, aby na spokojnie poczytać sobie taką radosną twórczość i mogę ją docenić ;]

  • Profesor

    2010-12-17 10:05:31 napisał(a):

    A gdzie prawdziwe postacie awanturników :) z krwi kości :D ....Fajny artykuł ale do mnie nie przemawia...

  • Alien

    2010-12-16 17:34:49 napisał(a):

    Spoile nowych kart z frakcji Awanturników zostały dodane do artylułu :)

  • Prezesinho

    2010-12-16 14:31:28 napisał(a):

    Szkoda ze bez kart, ale tekst swietny. czekam na Radkow :)

  • KoRnCHILD

    2010-12-16 13:48:14 napisał(a):

    kolejny artykul!! podoba mi sie czestotliwosci ukazywania i tematyka oraz zawartosc kazdego kolejnego, zaraz biore sie do lektury ^.^ mjuuuuuu

Dodaj komentarz