Ważne informacje

Szpiedzy i Dyplomaci

Warchoły i Pijanice

Archiwum

Kuznia Gier on Facebook

Sklep internetowy

Fabuła Veto! Rębajłowie - Wiśniowieccy i Osmanowie

ksch · 2010-12-16 20:00:00 · Tagi: świat, inspiracje, wydawnictwo, nowy produkt, blog designerski, · Komentarze: 10

Rębajłowie - określenie to, potocznie używane dla nazwania krewkiego, a sprawnego w szabli pana brata, zyskało nowego znaczenia w okresie bezkrólewia – w czasie gdy prawo wytyczały zbrojne i dzikie bandy pustoszące ziemie Rzeczypospolitej. W tym momencie historii wypływali nie najznamienitsi, najbardziej prawi i stateczni, a najbardziej bezwzględni, silni i przebiegli. Kupiec Szlomo Heidegutz w swej obszernej relacji z podróży po Rzeczypospolitej, którą odbył w 1649 r. pisał: „lud prosty mniej bał się wonczas starosty, niźli przejścia rębajły”. Trudno jest znaleźć wspólny mianownik dla nazywanych tak postaci – wszak byli różnej godności, nacji, wyznania i temperamentu. Jedni popierali Jaremę, drudzy Radziwiłła, jeszcze inni nikogo poza sobą za pana nie uznawali. Łączyła ich za to diabla skuteczność i legenda, którą się okryli.

Historia jako pierwszego pośród nich każe wymienić pana Kuszla. Ten, jako jeden z pułkowników kniazia Jaremy, przydzielony został do kąsania i osłabiania wojsk sułtańskich. Jego pomocnik – Horył, naliczył „dwadzieścia osiem prób podchodzenia pod Osmana, dwakroć tyle ataków pozorowanych i prowokacji”. Jak pisał w Silvie, którą w późnych swych latach prowadził: „przechodząc przez zachodnią Ukrainę, Turek nie wiedział co to spokój, sen i najedzenie”. Podobno sam sułtan przeklinał pana Kuszla, złorzecząc mu i ubliżając, każąc jego głowę na tacy sobie przynieść. Nic z tego jednak nie wychodziło. Kuszel był nieuchwytny. Jako jedyny dostał pozwolenie, aby pozostać w polu, gdy Jeremi przed Turkami siły swe w fortecach zbrojnych schował. Stracił, jak powiada legenda, 22 ludzi, jego oddział zaś odwdzięczył się dziesięcioma razami więcej wrogich trupów i całą masą dalszych rannych. Uniknął kilkudziesięciu pułapek, oskrzydleń i wycieczek. Kiedy kniaź ponownie za Turkiem podążył, on nie spuszczał go z oczu. Maruderzy Tureccy lub ich zanadto bezczelni grasanci, ginęli od szabel pana Kuszlowych ludzi, czekających na nich we wioskach, lasach i w dolinach. Gdy rozpoczęła się fala dezercji w armii Tureckiej, wywołana stambulskim przewrotem, Kuszel tak sprawnie ścigał ich i wycinał, że sam Kniaź kazał mu zaprzestać, „coby nieprzyjaciel na miejscu pozostać jednak nie wolał, liczbą swą ogromną, wielkie zagrożenie dla ojczyzny czyniąc”. Powiadano o nim, że im więcej wrogów i większe ryzyko, to tym większych czynów pan Kuszel dokonywał. Jednak nie jedynie przeciw Turkom się wsławił. Jeremi posłał go również naprzeciw siłom litewskim mającym ku Warszawie spieszyć. Legenda głosi, że w sam środek ich obozu wjechał, dwóch szwedzkich rajtarów kładąc trupem, trzeciemu dłoń na odjezdnym odcinając. Potykał się i z kozakami, zasadzki na nich czyniąc, ponoć i samego Bohuna do porażki przywiódł. Wielki wojennik oraz groźny szermierz, jedna z największych legend tamtego krótkiego, lecz niezwykle burzliwego okresu.

Drugi wielki rębajło z obozu Jeremiego, z Kuszlem nie znał się zgoła wcale. Powód tego był prosty – Ketling z rzadka w pole był wychodził. W wycieczkach udziału nie brał, wojskami nie dowodził. Słynął za to z ogromnego umiłowania pojedynków. Powiadano, że sześcioma różnymi rodzajami białej broni władać potrafił i nigdy nie przepuszczał okazji do zrobienia z nich użytku. Będąc już w Koronie, często podróżował sam, jeno z pocztowymi. Razu pewnego napadnięty został przez kilkunastu dzikich beskidników. Wieść głosi, że pocztowych miał trzech i wszystkich w pierwszych chwilach starcia był stracił. Sam będąc, wskoczył na konia i drogę sobie między pieszymi grasantami wyrąbał. Gdy Ci myśleli, że to koniec, zawrócił i ponownie na nich natarł. Ojczulek Antoni, który posty w tej okolicy odbywał, klnie się na wszystkie świętości, że „ów pan w trzy zdrowaśki wszystkich, razem z hersztem ubił i precz odjechał”. Jego renoma pojedynkowicza zatoczyła tak wielkie koła, że w obozie kniazia będąc dostawał listy poprzez umyślnych na pojedynki go wyzywające. Wszystkie wygrywał. Poza jednym. Otóż razu pewnego do lasu zajechał, gdzie czekać miał na niego kolejny wyzwanie mu rzucający. Zajechał, konia przywiązał, sługom kazał teren wybadać i czekał. Wtem nadjechał samotny Turek. Bez obstawy ni towarzyszy. Z rumaka zeskoczył, lejce na bok rzucił, w Ketlinga wzrok utkwił i sięgnął do ramion, skąd szabliska dwa wielkie mu zwisały. Ketling wybrał jeno rapier dobrze wyważony i zajął pozycję na środku polany. - Wieść niesie – rzekł nagle po polsku Turek – żeś największy w obozie Jaremy. Przeto sprawdźmy, czy największemu z sułtańskich dorównasz. Ketling nie odrzekł nic, jeno po lewak sięgnął i stał w miejscu. Turek zrobił dwa kroki i rzucił: - Wiedz, jakbyś mimo wszystko wyżył, że z Marcinem Hańczą mieć będziesz rozprawę – niech wieść o naszym pojedynku szerokie koło zatoczy. Kończąc, z głośnym świstem obu szabel dobył... Jak skończyło się to starcie? Nie wiadomo, jednakoż i jeden i drugi z pewnością wyżyli. Legenda mówi, że dwie godziny się ścierali, zanim podali sobie dłonie i w dwie różne strony odjechali.

Jak widać z powyższej historii, i sułtan miał swych wielkich wojenników. Pierwszym był Marcin „Saracen” Hańcza – szpieg osmański między Polakami. Saracenem zwany dla swej walki metody, która choć dziwna, niezwykle bywała skuteczna. Kiedy elekcyja jeszcze trwała i Wiśniowieckiego ludzie się na niej stawili, rozpoczęły się burdy i cały grad pojedynków. Uważa się, że to zazwyczaj ludzie Kniazia byli górą i jest to z pewnością prawdą. Lecz żaden Hańczy nie pokonał, ani nie poszczerbił. On zaś powalił ich kilku i to znamienitych. Wszyscy o tym wiedzieli, gdyż wszem i wobec wiktoryje swe rozgłaszał. Ponoć sam Barduk-bej powiadał, że gdyby od jednej walki los całej kompanii miał zależeć to wystawił by do niej właśnie „Saracena”.

Drugim, który zyskał wielką sławę wśród Osmańców, był Hezarpar-bej, zwany przez przychylnych Mieczem Allaha, a Oprawcą przez wszystkich innych. Hezarpar dowodził jednym z oddziałów, które Keidy-jar rozpuścił na Ukrainie, aby ludność pognębić. Jego grupa, zwana krwawymi janczarami, była w tym zadaniu najskuteczniejsza. Wieści o ich okrucieństwach na całą Polskę się rozeszły, na długo pozostając w pamięci słuchaczy. Słynął z odrąbywania rąk chłopom ot tak dla zabawy, wykłuwania oczu szlachcicom, hańbienia niewiast i palenia dzieci. Wódz tyleż okrutny, co skuteczny, szermierz znakomity, który nigdy raz powalonego przeciwnika przy życiu nie zostawił. Gdy Sułtan wojska w Koronie będąc rozpuścił, tego psa ze smyczy spuszczonego wszyscy najbardziej się bali.

 

 

 

  • rachat de credit au meilleur taux

    2011-02-03 23:25:18 napisał(a):

    I seldom leave comments on blog, but I have been to this post which was recommend by my friend, lots of valuable details, thanks again.

  • prezesinho

    2010-12-18 00:02:43 napisał(a):

    pozyjemy zobaczymy. radki zawsze sa the best mimo ze najslabsze ;) taka to juz ich strategia dzialania.

  • Ksch

    2010-12-17 23:30:50 napisał(a):

    Bardzo się mylisz Prezesinho:) btw dalej uważasz, że Radki są słabe w sezonie?:)

  • prezesinho

    2010-12-17 17:59:19 napisał(a):

    no coz jak znam zycie w dworze znowu bedzie bardzo bogato. najgorzej ze o radkach nic nie ma znowu sa poszkodowani. pewnie dostana kompanionow sz 3 k 1 l 6 i zdolnosc gdy wychodzi pal to sie zaznaczaja

  • Ksch

    2010-12-17 14:57:32 napisał(a):

    Bukow - Malinowe to jedna z podstawowych kart obecnie.

  • Lelen

    2010-12-17 09:52:15 napisał(a):

    Bukow, chruśniak na Osmanów wiele nie pomoże, jeśli będę zagrywać Pal. Zawsze znajdę w talii miejsce na Anatolię lub Wielkopolskę i Kazindżi - zakładając, że będę grywał na Ojczyźnie. Bo przyznam, że po wejściu nowego dodatku chyba przerzucę się na grę kompanionami. Oddziałówka będzie okazyjnie w sezonie, i zapewne częściej w openie.

  • Bukowski

    2010-12-17 08:42:34 napisał(a):

    Ten pal mnie trochę martwi. Już widzę jak Wiśnie będą tą kartą ściągali moje Dwórki, a Osmanie moich karmazynów. Ech, zapowiada się że bez Malinowego Chruśniaka w talii nie ma co do stołu siadać. Pułapka jest za to raczej kartą wyrównująca szanse Osmanów z karmazynami przeciwnika, więc tu narzekać nie am co. No cóż, poczekam na info o Dworze, ale jak nie będzie tam maści na hemoroidy to będzie ciężko.

  • corsair

    2010-12-17 06:49:15 napisał(a):

    kolejny removal dla Osmanów :) widać że po najbliższym dodatku grana będzie kontrola na nich

  • Alien

    2010-12-17 01:54:34 napisał(a):

    Nowe spoile dodane :)

  • plisken98

    2010-12-16 21:04:18 napisał(a):

    ajne tylko szkoda że bez kart...

Dodaj komentarz