Ważne informacje

Szpiedzy i Dyplomaci

Warchoły i Pijanice

Archiwum

Kuznia Gier on Facebook

Sklep internetowy

Historia Veto część 2 - pierwsza edycja

ksch · 2011-01-11 17:12:00 · Tagi: inspiracje, wydawnictwo, blog designerski, · Komentarze: 6

Pierwsza edycja - kultowa gra pełna błędów i wypaczeń V 2004 – VI 2006

Marcin przekonał mnie, ja Michała i Kubę, wszyscy razem Tomka Majkowskiego, tylko Mazurek nam za granicę wyjechał. Kuba raczej nie miał już czasu na wymyślanie spoilerów i zabawy w zakładanie firmy, więc zostaliśmy we czwórkę. Spotkanie pamiętne ustaliło, że będą cztery frakcje w grze, tak jak nas jest teraz czterech i każdy wymyśli jedną z nich. No i my z Marcinem wymyśliliśmy Awanturników i Wiśniowieckich (ja tych pierwszych, Marcin drugich), a chłopakom nieco zabrakło zapału. Tomek wreszcie grzecznie się wycofał, a Michał postanowił bardziej pomagać niż "wchodzić" w temat mocniej. I tak wszystko doszło do stanu, który został aż do 2009 r. 4 frakcje, pole elekcyjne, kreski za wystawianie postaci i MJT, MMR i Ksch przy sterach.

Krakowska Grupa Kreatywna powstała w lutym 2004 r., Veto było w zasadzie gotowe, ale... na papierze. Trzeba było znaleźć grafików i kogoś, kto nam to poskłada, no i... wydrukuje. Nic nie było proste - wierzcie mi. Pierwsze prace, które do nas spływały, były okropne, ogłoszenia na portalach niewiele dawały. Wreszcie zaakceptowaliśmy Małgorzatę Rycharską, której talent raczej nie był porażający, ale... był. Zrobiła Wołodyjowskiego i była to w zasadzie pierwsza grafika, którą puściliśmy później w Vecie. Namówiliśmy kumpla - Tomka Panajotidisa, żeby zrobił część kart. Jego słynne później zombiaki powstawały w pocie czoła, niektórych szkice pokazywał mi na blacie nieistniejącego już Cafe Arte, gdzie pracował, ech ten szkic Stadnickiego z głową jakiegoś nieboraka w ręce - był jedną z moich ukochanych graf, szczególnie że rysował "moich" awanturników.

Kiedy przyszły pierwsze grafiki Tomka Tworka, poczuliśmy, że to jest nareszcie "to", a kiedy Marcin przekonał do współpracy grupę "poznańską", czyli Miedzińskiego, Skupniewicza, Kowalskiego i Bemke, to zrobiło się już zupełnie cudownie. Wszystko poskładał nam ten sam, który robił to do końca 1ed. - Piotrek Łapiński. Współpraca z nim zawsze była burzliwa (kto go zna, ten zrozumie), ale na szczęście owocna. Wróćmy jednak do A.D.2004, poskładał nam pliki i wyświecił je (do dziś dnia nie wiem na czym to polega). Nad poprawkami ślęczeliśmy kilka dni, w nich zdecydowanie najlepszy był Michał - dokładny, doświadczony w grach w inne karcianki, pewnie trzeba go było częściej słuchać :) Wówczas jednak byliśmy przekonani o swoich talentach, chociaż wciąż za cholerę nie wiedzieliśmy jak to wyjdzie w druku. Było jakieś takie niedowierzanie - to naprawdę będzie to Veto? Nie spieprzy się już nic? Kiedy poszliśmy z płytą do wydruku próbnego, to były prawdziwe emocje :) Nie zapomnę momentu, w którym odbieraliśmy pierwszy "materialny" dowód na istnienie Veta - mały arkusik wydrukowanych kart! Kolory były ok, czcionki takoż - żyć nie umierać. Na środku ulicy patrzyliśmy przez lupę we dwóch z Piotrkiem - te spojrzenia przechodniów - bezcenne przeżycie :D Dla Trefla zawsze byliśmy miniaturką, niczym Rattlerek przy Wilczurze, lecz miniaturką od Rattlerka po stokroć ładniejszą, która nieco fascynowała szacownych panów, którzy na druku "zęby zjedli", ale takiego czegoś nie widzieli. Więc zgodzili się grę wydrukować, ale za terminy nie ręczyli. Tymczasem my mieliśmy ogłoszoną datę premiery na maj 2004 r. podczas Conquestu (tak samo świętej pamięci, co Cafe Arte i Kornet). Kwiecień się kończył, a Trefl dalej nie ręczył i nie ręczył. Prosiliśmy, błagaliśmy, uzmysławialiśmy jakie to jest ważne i... udało się.

Noc przed Conquestem, okolice ulicy Lubelskiej, siedziba Trefla. Cztery postaci wchodzące do posępnego budynku fabryki krakowskiego oddziału firmy Trefl. Drugie piętro, otwierają się drzwi, a tam cała grupa pań w wieku co najmniej średnim, w fartuchach, przy maszynach do foliowania i masa, masa kart i różnych innych produktów. Rzucamy się w poszukiwaniu Veta - tu go nie ma, tam go nie ma - Kuba leci z lewej, Michał z prawej, ja zatrzymałem się przy drzwiach, a Marcin przytomnie poszedł szukać kogoś odpowiedzialnego. Ale nie my - atak, ze wszystkich flank, ale naszych kart niet, wreszcie rzut oka do kosza i... są! Odrzuty leżą w najlepsze - z nieuciętymi końcówkami (a więc z ostrymi końcami - dalej mam takie karty w domu, ale nie wiem gdzie, kilka dostał Arek Serafin, o którym później, kilka zawędrowały do Randala...), ale tak poza tym są super. Wyrywamy je sobie z rąk i szukamy błędów i innych śmiesznostek. Bierzemy wszystkie pudła, które od osoby kumatej wydębił cudownie odnaleziony Marcin i lecimy do mnie na chatę. Tam przez całą noc składamy zestawy dla początkujących. W zasadzie nie wiemy czy będą zbalansowane (nie były), w zasadzie nie wiemy czy ten turniej wyjdzie, jedno za to wiemy - zdążymy. I tak do 9 rano składaliśmy te zestawy, grzebiąc w pudłach z rarami i innymi karciochami i nie śpiąc w ogóle ruszyliśmy na turniej. Chętnych co niemiara, nie każdy zagrał. Niektórzy w strojach z epoki (nieśmiertelny Jurzy!!!) - zasady czytam na zmianę z Michałem na głos, Kuba z Marcinem pomagają graczom, kiedy mają pytania. Potem leci turniej. Boże, ile było pytań, ile niepewności, ale po kilku godzinach, kiedy byliśmy już zupełnie nieprzytomni (Kuba chyba poszedł do domu i w zasadzie do Veta już nie wrócił, ale dalej go lubimy :D), wreszcie wygrał Piotr "Ithil Grygiel", który otrzymał jako pierwszy w nagrodę kartę ze swoim wizerunkiem w dodatku (Ithilowy osąd). Mamy archiwalne zdjęcia z tego turnieju, które mam nadzieję, kiedyś na tej stronie zobaczycie. A potem jakoś już to poszło, kilka kolejnych turniejów i gracze w całej Polsce, przede wszystkim w Wawie, Krakowie i Częstochowie. Wtedy jednak był miodowy miesiąc - byliśmy absolutnie oszołomieni sukcesem gry, nasze obawy czy się uda, czy ktoś to polubi, rozwiały się błyskawicznie.

Nasze Veto! trafiło z małego pokoju domu Michała i koszy Trefla do fanów w całej Polsce! Pierwszą poważną cezurą dla 1ed był zupełnie nieznany gracz, tyle tylko że świetny karciarz, nazywał się Maj (teraz Maju do nas wrócił i robi Artykuły Henrykowskie). Pan Maj Veto upokorzył - jako pierwszy stworzył talię, która mogła "przewinąć" cały kredens w jedną rundę i oczywiście wygrać grę. Tak narodziły się "przewijarki", zmora początków 1ed. Wtedy okazało się, że karty umożliwiające "wymianę całego dworu" są niezwykle potężne, podobnie jak "dociąganie do pełnego dworu" i "cofanie ostatniej karty ze stosu kart odrzuconych" - szczególnie dwóch poprzednich. Na przewijarki wypuściliśmy Bolesne rozstanie - pierwszy efekt startowy, który położył przewijarkom kres. Niestety wiele osób już wtedy do Veta się uprzedziło... Kiedy nie było przewijarek, szybko wyszła dominacja talii kontrolnych, czyli takich talii, które unikają pojedynków i agitacji same robiąc swoje, głównie się wystawiając (znacie je do dziś). Na to trudno było znaleźć odpowiedź. Ale... próbowaliśmy. Wchodziły kolejne dodatki - najpierw Mołojecka sława wprowadzający frakcję Kozaków z Chmielnickim na czele oraz Pludracy z sojuszami, które dawały możliwość wsparcia swojej frakcji Bourbonami lub Wittelsbachami. Pojawiła się też nieszczęsna z dzisiejszej perspektywy frakcja Siedmiogrodzian, która dawała możliwość grania wszystkimi postaciami za normalną lafę oraz wykorzystywania efektów frakcyjnych, które też weszły dopiero w dodatku. Nie sposób przy tej okazji nie wymienić starych grzechów Veta 1ed. Jako dziecko mocno amatorskie, nie było wolne od błędów bardzo oczywistych, takich jak właśnie przewijanie, czy też karty "w dowolnej chwili". Nie było obecnych czynów, replik i drobiazgów, za to mieliśmy duże i małe akcje. Zrobiliśmy dużo nieodwracalnych skaz i gra ostatecznie dostała zadyszki, aby niemalże paść (piszę niemalże, bo był okres kiedy najwspanialsi ze wspaniałych graczy grali, mimo nie wspierania gry przez wydawnictwo). Wcześniej jednak doczekaliśmy się trzech oficjalnych Mistrzów Polski: Pierwszym został nieznany dla graczy 2ed Salubri w 2004 r., rok później najlepszy okazał się aż nazbyt znany Jurzy, a ostatnim Mistrzem w 1ed został równocześnie pierwszy mistrz 2ed czyli Michał Szeja. Jeśli dodamy do tego, że Jurzy w 2005 r. ograł w finale Radka, to na pytanie jaka rodzina w Vecie jest potęgą odpowiedź jest oczywista :)

  • Scieglica

    2012-02-04 13:43:32 napisał(a):

    Hello there! [url=]http://fsgg3kj4kj.com/[/url]l

  • DugDurnbync

    2012-02-02 04:15:36 napisał(a):

    Hi! my rank is Jully. I would like to meemeet good brat :) This is my homepage [url=]http://jskdh5jkd7djh4.com/[/url]l

  • :)

    2011-01-12 10:22:41 napisał(a):

    Fajne historia

  • Ridarah

    2011-01-12 09:27:39 napisał(a):

    Ważne że przetrwaliście i wyszliście na prostą:)

  • Ksch

    2011-01-11 22:07:08 napisał(a):

    Poczekaj na trzecią część krytykancie:D Pozdrawiam Cię oczywiście serdecznie!

  • Flint

    2011-01-11 17:57:03 napisał(a):

    Pomijanie WGK w historii Veta 1ed jest oburzajace =D.

Dodaj komentarz