Ważne informacje
- Co to jest Veto?
- Poradnik dla nowych graczy
- Akcje promocyjne
- Karty okazyjne
- Ranking turniejowy
- Organizowanie turniejów
- Wyszukiwarka kart
Szpiedzy i Dyplomaci
Warchoły i Pijanice
Archiwum
Sklep internetowy
Fabuła Krwi, czyli co się w Rzeczpospolitej stało
sqva · 2011-07-31 22:14:00 · Tagi: świat, krwi, · Komentarze: 7Zapraszam Was do przeczytania kolejnej odsłony fabularnego rozwoju Veto, związanej z publikacją nowego dodatku, po części pierwszej opublikowanej jakiś czas temu.
Jak potoczą się losy Rzeczpospolitej? Jaką rolę mają nowi bohaterowie? Odpowiedzi znajdziecie w rozwinięciu artykułu, a na koniec najważniejsza sprawa - ciąg dlaszy opowieści zależy od Was, gracze!
Tak jak na wiosennych Mistrzostwach Polski Wasze zmagania zadecydowały o inwazji Osmanów na Rzeczpospolitą Obojga Narodów, tak wrześniowe mistrzostwa pokażą kto przyjdzie z odsieczą ojczyźnie.
Autor: Krzysztof 'Ksch' Schechtel
Horyzont drgał przed jego oczami, oczy raz za razem zachodziły mu mgłą. Momentami nie widział już nic, być może zasypiając, być może mdlejąc. Z coraz większym trudem trzymał się siodła, zaś sam koń coraz bardziej zwalniał biegu. Płaty piany po jego bokach były najlepszym dowodem na skrajne wyczerpanie wierzchowca. Nie było jednak wyboru. Musiał gnać. Musiał zajechać konia, a gdyby trzeba było biec aż do kresu własnych sił.
***
- Dzisiaj będą trzy egzekucje Panie – Dżani-bak, mówiąc te słowa, kornie bił czołem pokłony przed Ibrahimem. Dwie nałożnice prężyły się u stóp osmańskiego władcy. Jego drapieżne oblicze wykrzywiło się w złowrogim uśmiechu.
- Wszystko szlachetkowie? – zapytał nie kryjąc pogardy.
- Zgodnie z Twym rozkazem, o Największy.
- Nie zapomnijcie zgonić gawiedzi. Niech patrzą – mówiąc to, Ibrahim przeczesywał palcami długie włosy jednej z kobiet.
- Będzie, tak jak zechcesz Władco Wschodu i Zachodu – Dżani-bak podniósł nieco spojrzenie. – Czy będziesz oglądał egzekucje osobiście, Panie Nasz i Władco?
Sułtan zacisnął rękę w pięść brutalnie ciągnąc za włosy kurtyzanę, która pisnęła przeciągle.
- Z największą przyjemnością popatrzę na kolejne głowy spadające z tych aroganckich karków – wycedził gniewnie, krótkim uderzeniem uciszając zawodzącą kobietę.
Remember, remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot
I see no reason why gunpowder treason
Should ever be forgot
- Będzie na swym balkonie, rzecz to pewna – spiesznie i głosem ściszonym wyjaśniał Daniłłowicz. Pochmurne oblicze Rozdrażewskiego jakby drgnęło.
- Co Ty na to Stefanie? – zwrócił się grobowym głosem w stronę postawnej sylwetki Stefana Lwa.
- W imię Boże... działajmy.
***
Z ogromnym trudem rumak wspinał się na wzgórze. Szczyt wydawał się być niedostępnie wprost daleko. Szlachcic spiął konia mocniej, lecz niewiele już to dało. W pewnym momencie ogier po prostu stanął, zarżał i padł na prawy swój bok. Jeździec wiedziony mechanicznym jedynie odruchem uniknął zmiażdżenia nogi, w porę zeskakując. Opadł na kolana. Koń oddychał chrapliwie u jego stóp. Odwrócił wzrok od jego śmiertelnie zmęczonego pyska. Podniósł się i chwiejnym krokiem ruszył w stronę szczytu wzniesienia.
***
Na stracenie wiedli trzech Panów Braci – Bohdanowicza, Borejkę i Polickiego. Pierwszy był zwykłym szaraczkiem – ubogim szlachcicem z Rusi, którego przewiną było to, że na burdzie złapany został. Niewielkiego wzrostu, chudzielec, z wiecznie przekrwionymi oczami, szedł teraz jako pierwszy z przerażeniem odmalowanym na twarzy. Tłum mieszczan patrzył na niego, kiedy ku szafotowi się zbliżał. Ale ludzie nie byli podnieceni na myśl o kaźni, jak to w przypadku pospolitych zbójców bywało.
Nie. Byli przerażeni skalą represyj osmańskich.
Ze współczuciem patrzyli zatem na nieboraka, któremu wchodząc po schodach trzęsły się aż łydki. Kilka kroków za nim podążał zwalisty, choć równie co Bohdanowicz niewysoki, Borejko. Ten łypał złowrogo, a oblicze jego ze sławetną brodą i łysiną, aż nazbyt dobrze było warszawskim mieszczkom znane. Dlatego mniej przychylnie na niego patrzyli, lecz i za nim każden jeden wstawiłby się chętnie, aby kaźni uniknął. Pochód zamykał wysoki i poważny Policki. Sławny warchoł, człek o fantazji niezrównanej. Ku niemu złym wzrokiem kilku Żydów patrzyło, szeptających coś ku sobie z wyraźną satysfakcją. Na ten widok Policki podkręcił jedynie pokaźnego wąsa i wbił w nich wzrok pełen rozbawienia. Każdy wiedział skąd ta wrogość się brała – szesnastu kupców obitych w jedną niedzielę, gdy na targu pod kościołem się zjawili. Czeladź Polickiego miała ubaw. W pewnym momencie po ciżbie poszedł głośny pomruk – na królewskim krużganku pojawił się Ibrahim.
Guy Fawkes, Guy Fawkes, 'twas his intent
To blow up the King and the Parliament
Three score barrels of powder below
Poor old England to overthrow
Rozdrażewski pozostał wreszcie sam w izbie. Daniłłowicz wraz z Lwem oraz piątym spisku kompanem – Tarnowskim, wyszli kilka godzin wcześniej. Jakub jako jedyny nie mógł otwarcie pokazać się w stolicy. Kociełł zaś pojechał wieść pewną straszliwą sprawdzić. Co prawda, nikt w nią wiary nie dawał, ale...
Rozdrażewski zamyślił się. Powtórzył w głowie plan – co robić mają Lwa ludzie, a co Daniłłowicza. Modlił się też za Tarnowskiego – aby ręka jego pewną była.
***
W pewnym momencie zbocze stało się tak strome, że podciągał się chwytając za luźno rosnące krzaki. Kamienie niebezpiecznie osuwały się spod jego stóp. Był już niemal na szczycie. Usłyszał głosy. Każdy krok przynosił ich coraz więcej. Drżał na całym ciele, bojąc się tego, co zastanie u szczytu wzniesienia górującego nad przełęczą.
***
Kat – siwe, wielkie chłopisko, został przez Ibrahima sprowadzony aż z Bałkanów. Miejscowym nie wierzył. Podszedł powoli ku skazańcom. Pierwszy w szeregu – niski, przerażony, aż skulił się na jego widok. Drugi – barczysty, jakby wyzwanie mu rzucał. Trzeci zdawał się nie zważać na jego obecność. – Temu poświęcę najwięcej uwagi – pomyślał. Skinął na pomocników – przyskoczyli do Bohdanowicza wykręcając mu ręce.
- Nieeeee – zawył szlachetka.
***
Daniłłowicz spojrzał na pilnujących szafotu strażników – siedmiu ich zrachował. Wejść do placu pilnowało najmniej po pięciu. Pan Stanisław spojrzał na swych ludzi – każdy w innym miejscu stał i wpatrywał się w niego. Napięcie było coraz większe. Każdy z nich, a było ich sześciu, wniósł pod płaszczem krótkie noże. Otwarcie szabli nosić w takich miejscach nie było można. Kolejny ukaz Ibrahima. Spojrzał odruchowo na krużganek – siedział tam w zdobnym fotelu sam Psi Syn. Wtem zza jego pleców wynurzył się Abakanowicz. Panu Stanisławowi, aż się w głowie zakręciło. Policzek psubrata upstrzyła świeża blizna – pamiątka z Rozdrażewskiego ludźmi rozprawy. Spojrzał na Bohdanowicza, którego właśnie obalano na kolana i za włosy trzymając nadstawiano twarzą ku katowi.
***
Jeszcze tylko kilka kroków. Krzyk. Płacz. Zadrżał. Szedł niczym pijany, potykając się raz za razem. Czuł, że łzy napływają mu do oczu. W myślach rozpoczął odmawiać Pater noster. W pewnym momencie zorientował się, że robi to na głos. Ale i tak nikt nie mógł go usłyszeć – płacz i szloch był zbyt wielki, pohukiwania i śmiechy mu towarzyszące również. Dotarł na szczyt. Wziął głęboki oddech. Spojrzał.
***
Ludzie Lwa po bramach ukryci stali. Z każdej strony plac obstawili Tureccy strażnicy. Więc i on swoich ze wszystkich stron porozstawiał. Czekał na wystrzał Daniłłowicza. Mięśnie napięte miał do granic wytrzymałości – w każdej chwili mogło się zacząć. Usłyszał przeciągłe zawodzenie – pierwszy z Panów Braci do kata poszedł – pomyślał. Spiesz się, Tarnowski – dodał pospiesznie.
***
Tarnowski leżał pod deskami szafotu. Wsunął się tam, gdy jego budowa właśnie się kończyła. Ze swego miejsca widział jedynie część królewskiego balkonu. Co pewien czas głowa Psiego Syna pojawiała się przed nim i znikała na zmianę. Podniósł łuk wytarłszy uprzednio doszczętnie spocone czoło.
Nałożył strzałę i czekał.
Wysunął się... naciągnął... Bohdanowicz zawył potwornie... jakiś cień przesłonił sylwetkę Ibrahima – Abakanowicz stanął w jego balkonie.
By God's providence he was catched
With a dark lantern and burning match
Holloa boys, holloa boys
God save the King!
Hip hip hooray!
Hip hip hooray!
Kolumna ludzi wiła się w nieskończoność – od wejścia do przełęczy, aż do jej końca. I wciąż pojawiały się nowe szeregi kobiet, dzieci, starców, ale i mężczyzn w sile wieku. Obdartych, częstokroć poranionych. Co kilkanaście metrów jechali konno pohańcy pilnujący Jasyru. Ktoś załkał, dziecko wtuliło się w połę matczynej sukienki – niegdyś zdobnej i dostojnej, teraz brudnej i poszarpanej. Jeden z jeźdźców skrzywił się na ten odgłos jedynie, splunął i roześmiał się w głos. Gdzieś dalej postawny szlachcic w sile wieku nie wytrzymał i doskoczył do jednego z okrutnych strażników, błysnął kindżał, kałuża krwi, leżące ciało. Kolumna szła dalej. Ibrahim wysyłał swoją daninę do Stambułu.
***
Lew czekał na tumult i wystrzał. Daniłłowicz na strzałę mającą głowę Ibrahima na wylot przeszyć. Od szafotu dzieliło go tylko pięć kroków. Wymacał krócicę ukrytą pod żupanem. Spojrzał na kata. Dostojnym krokiem zbliżał się do Bohdanowicza ze świdrem do oczu wyłupywania. Szlachcic wył nieprzerwanie.
***
Abakanowicz bacznie lustrował kłębiącą się ciżbę. Spojrzał na biorącego się za pracę kata i na jego twarzy pojawił się uśmiech. Zmierzchało. Ostatnie promienie słońca padły na szafot.
Kat zbliżył świder do prawego oka Bohdanowicza i wolnym ruchem począł wkręcanie. Szlachcic skomlał i darł się wniebogłosy.
***
Daniłłowicz sięgnął za pazuchę, zmacał rękojeść, ale wiedział, że nie może przed Tarnowskim strzelić. Tymczasem kat pozbawiał oka wijącego się w uścisku pomocników Bohdanowicza. Wreszcie gdy oko tamtego zmieniło się w krwawą miazgę przestał i przeniósł narzędzie ku drugiemu oczodołowi.
***
Zapadał zmierzch. Kociełł płakał, czując wzbierającą bezradność i złość. Stał na szczycie wzgórza, nie dbając już o to, czy ktoś go dostrzeże czy też nie. Padł na kolana.
- Boże, wzywam Cię na świadka... nie pozwól, aby taka hańba została niepomszczoną. Ześlij karę na Turczyna, pozwól zetrzeć z ziemi to pogańskie plemię...
Potężna i krwawa błyskawica przecięła powietrze, jakby dzieląc niebo na dwie części. Towarzyszył jej grom, jakby pomruk samego archanioła Michała ruszającego na wojnę z piekielnymi zastępami.
A penny loaf to feed ol' Pope
A farthing cheese to choke him
A pint of beer to rinse it down
A faggot of sticks to burn him
Tarnowski ujrzał swą szansę – Ibrahim wychylił się nieco. Naciągnął cięciwę i zwolnił.
***
Strzała świsnęła przy uchu Abakanowicza, usłyszał jęk – Ibrahim osunął się na ziemię.
- Ratować sułtana! – wrzeszczał Hamzy. – Do broni!
Daniłłowicz wyszarpał krócicę, ktoś z gapiów trącił go, strażnicy odpychali falujący tłum. Bez zastanowienia wypalił w twarz jednego z nich. Jego ludzie wydzierali noże i rzucali się do ataku. Rozpoczęła się krwawa jatka.
***
Lew usłyszał wystrzał i runął do ataku. Za nim i jego podkomendni.
***
Kociełł podniósł głowę. Niebo zdawało mu się krwawe. Kolumna powoli znikała po drugiej stronie doliny. Przetarł oczy i spojrzał raz ostatni w horyzont...czy tam łopotały sztandary?
***
Hamzy runął ku Ibrahimowi. Wszędzie panował chaos. Widział krew...
***
Rozdrażewski czekał aż do świtu. Pierwszy zjawił się Daniłłowicz – wtoczył się niemal do wnętrza. Jakub wstał.
- Mów – jak było?
- Psi Syn wyżyje – Tarnowski policzki mu jeno strzałą przeszył – mówiąc to, Daniłłowicz siadł ciężko na krześle. – Więźniów, poza Bohdanowiczem odbiliśmy. Tarnowski szczęśliwie umknął.
- Ale Ibrahim żyje.
- Niestety.
Burn him in a tub of tar
Burn him like a blazing star
Burn his body from his head
Then we'll say ol' Pope is dead.
Hip hip hooray!
Hip hip hooray!
Kociełł schodził z pagórka wciąż zadając sobie pytanie – czy widział na horyzoncie przecinającą drogę kolumnie z jeńcami oddziały? Czy naprawdę były to polskie znaki? A jeśli tak, to czyje? Kto poważył się otwarcie przeciw pohańcom wystąpić? Lubomirski? Radziwiłł? Waza? A może do kniazia rozum powrócił? Lecz równie dobrze mogą być to siły ibrahimowe – westchnął ciężko trupa swego konia mijając...
*** *** ***
Ciekaw jesteś spod jakiego znaku chorągwie ujrzał Kociełł? Rozstrzygnięcie nastąpi już wkrótce na pierwszym turnieju klasy mistrzowskiej z nowym dodatkiem Krwi, czyli na Mistrzostwach Mazowsza!
Zwycięska frakcja na owym turnieju pojawi się jako odsiecz, chyba że zwyciężą Osmanowe, wtedy... biada Rzeczpospolitej!
Do ilustracji artykułu wykorzystano poemat p.t. „Remember, remember, the fifth of November”, o nieudanym zamachu na brytyjskiego Króla dnia 5 Listopada 1605 roku.
Ksch
2011-08-02 19:33:20 napisał(a):Też ciekaw jestem. Rozstrzygnięcie na Mistrzostwach Mazowsza. Pytanie kto się tam stawi. Jeśli będzie Thael to już widze łopoczące sztandary Radziwiłłów na horyzoncie, gorzej jak zjawi się Żółw bo całe wyzwolenie szlag trafi;)
Sebastian
2011-08-02 12:01:34 napisał(a):Kapitalny tekst ,ciekaw jestem kto przyjdzie z odsieczą .
Rafaell
2011-08-01 16:24:23 napisał(a):Drobiazg: Pod zupanem nic nie da sie schowac nie mowiac o krócicy. Pod delia (luzny plaszcz bez rekawow, noszony na żupan, futrem podszywany) tak. Trudno też z łuku strzelac spod szubienicy. Powazne łuki, nawet te kompozytowe (czyli krótsze) maja 70/80 cm dlugosci. Tekst bardzo fajny.
Net Runner
2011-08-01 09:20:30 napisał(a):Sas który przyjął katolicyzm by rządzić Polską to August II Mocny.
Ale
2011-08-01 00:11:57 napisał(a):Któryś z Sasów chyba august III miał w dupie Boga ale katolikiem został ale z tego co widać to zrobił to na Stalina wszedł i robił co chciał
Lelen
2011-07-31 23:55:51 napisał(a):Nie musiał być katolikiem, zdobył tron w wyniku zamachu stanu, co wyjaśniono w poprzednich odsłonach fabularnych.
Ale
2011-07-31 23:49:34 napisał(a):To znaczy po primo on był katolikiem musiał aby zd0być tron polski pod secundo on się lubował w grubych kobietach