Ważne informacje

Szpiedzy i Dyplomaci

Warchoły i Pijanice

Archiwum

Kuznia Gier on Facebook

Sklep internetowy

Za garść boratynek

inki · 2011-12-15 08:29:00 · Tagi: linia fabularna, · Komentarze: 7

Wielkie w Rzeczypospolitej poruszenie i ferment zasiał wybór osmańskiego najeźdźcy na króla. Ibrahim I, choć nie koronowany zgodnie z tradycją na Wawelu - wszak katolickiej wiary nie przyjął - rządzi twardą ręką. Jednak nadzieja na odzyskanie tronu dla Piasta nie legła w gruzach - ostatnio Michał Kociełł ujrzał na własne oczy jak tureccy watażkowie skaczą sobie do gardeł. Czyżby dla Imperium Osmańskiego aneksja Rzeczypospolitej była wbrew ich dalekosiężnej polityce?

Zapraszam do cyklu opowiadań, gdzie Inki opisuje perypetie postaci niezwykłej, człowieka wielu zainteresowań, dziedzin i talentów: podróżnika i dyplomaty, architekta, żołnierza, mincerza, fizyka, geografa, konstruktora... który - mimo dalekiego urodzenia - służbę swą poświęcił Rzeczpospolitej. My zaś - by przedstawić niezwykłego jegomościa wprowadziliśmy jego postać do dodatku Krwi.

Kanclerz zacmokał po wyjątkowo tęgim łyku wina, pochylił się nad regestrem wojsk. W skupieniu analizował spis artylerii.

- Mości Ossoliński, nie szukaj szczęścia tam, gdzie go nie znajdziesz – usłyszał. Zniecierpliwiony podniósł głowę. Królowa siedziała naprzeciw kanclerza, bawiąc się nóżką kielicha. Krwistoczerwony alikant zakołysał się, zamigotał w krysztale.

- Przegraliśmy – Ludwika uśmiechnęła się w odpowiedzi na pytające spojrzenie kanclerza - Jan Kazimierz zachorzał, klęska niczym dłoń Wszechmogącego przygniotła go do ziemi. Naszym zadaniem jest go podnieść i nareszcie ukoronować.

- Poderwiemy kraj! Szlachta stanie przeciwko bisurmaninowi! – zawołał w desperacji Ossoliński, dudniąc o stół Wielką Pieczęcią, schowaną starannie w aksamitnym saku. Królowa uśmiechnęła się ponownie.

- Piękny plan, kanclerzu, ale porozmawiajmy o konkretach. Kto miałby stanąć? Chmielnicki na palu u Wiśniowieckiego, Jarema zresztą nie kwapi się, żeby wyruszać z Ukrainy. Radziwiłłowie jak zwykle mają własne plany. Lubomirski i reszta warchołów? No, może oni. Jeśli się każdemu z osobna w pas pokłonimy i kasztelanię, względnie województwo krakowskie przyobiecamy.

- A gdyby tak... - zamruczał kanclerz – gdyby tak między bisurmanami dyferencję zasiać? Przecież Ibrahim to wywołaniec, banit, w Konstantynopolu czeka go topór albo jedwabny sznur. Gdyby tak aliantów znaleźć… oficyjerów przekupić… a jednocześnie sułtana Mehmeda w gości do nas nie zapraszać, bo zaproszony gościny nie odmówi, jeno wyprosić go będzie trudno. Ale może jaki emir, sławy chciwy… wygruzić jednych janczarów drugimi, niecnotę i szelmę Ibrahima na stosie spalić i w armatę wetkać… Taaaak… nie będziem rzepy z ognia własnymi rękami wyciągać, jeno niech się Maurowie sami rżną, a bez litości… - gadał dalej Ossoliński, patrząc się bezwiednie na ołowiane gomółki okna.

- Ależ to potrzebny byłby nam poseł, goniec, który powiózłby listy do krain bisurmańskich. Ktoś, kto zna tamte tereny, kto rozmawiał już z osmańskimi urzędnikami, bejami i emirami. Kto wie, gdzie wręczyć bakszysz, a gdzie tylko mocniej tupnąć nogą…

- Ba! – jęknął kanclerz, nagle sprowadzony na ziemię – Gdzież takiego ambasadora znaleźć?

- Myślę, że całkiem niedaleko – królowa uśmiechnęła się promiennie, po czym wstała i niemal wybiegła z komnaty. Kanclerz pociągnął tęgi łyk wina, splótł dłonie na brzuchu i zamyślił się głęboko…

***

Królowa minęła korytarz i podeszła do masywnych, dębowych drzwi, ukrytych za załomem. Mimo dyskretnej lokalizacji, do skrzydła ktoś przybił pergamin z napisem „NON DISTURBARE ARCHITETTO LAVORO”. Ludwika delikatnie nacisnęła klamkę i wślizgnęła się (choć to słowo nie przystoi do opisów królowej) do środka.

Wzrok mantuańskiej księżniczki spoczął najpierw na figurce Imhotepa, przywiezionej przez właściciela z jednej z wypraw do dalekiego Egiptu. Jednak złoty bałwan nie był w stanie obdzielić tego miejsca boskim (choć pogańskim) porządkiem. Mówiąc wprost: w środku panował bałagan. Potargane i pomięte arkusze papieru zalegały na podłodze, stołach i pulpitach, potęgując wrażenie chaosu wywołane przez sterty książek, stosy niedokończonych modeli, „Już-Za-Tydzień-Łaskawco-Gotową” harfę, zwoje plansz i map, a nade wszystko – wiszące pod sufitem modele „ornitopterera”, zwanego przez dworzan „Latającym Smokiem”: a więc maszyną, która wedle zamysłów autora miała unosić ludzi pod niebiosa, ba! trasę z Warszawy do Konstantynopola pokonywać w mniej niż 12 godzin…

Przy centralnym pulpicie, odwrócony plecami, stał odziany z zamorska mężczyzna. Uzbrojone w kątownicę i rysik dłonie krążyły po arkuszu, nanosząc linie, dzieląc odcinki, odmierzając odległości. Oto kolejne dzieło tworzył Tytus Liwiusz Burattini - dyplomata, architekt, mierniczy, geograf, archeolog, etc. – Włoch, od lat pięciu na służbie Korony Polskiej.

- Miseria... Porca miseria...- mruknął i szybkimi ruchami potargał rysunek. Strzępy papieru pofrunęły na podłogę. Ludwika dyskretnie chrząknęła.

- Che cosa… Wasza Miłość! – zawołał Burattini, ukłonił się i szybkim ruchem nałożył na głowę perukę, ciśniętą na niedokończoną lutnię.

Królowa usiadła na jednym z cudem wolnych krzeseł, delikatnie przesuwając spadającą niemal ze stołu makietę pałacu.

- Mości Burattini! – zaczęła - Jak wiesz, Osmani po Rzeplitej się panoszą, Ibrahim plugawe swe łapy po koronę wyciągnął. Musimy działać, i to konkretnie. Mam dla Ciebie zadanie, więc nadstaw asan uszu, gdyż nie będę powtarzać. Ruszysz z misją dyplomatyczną. Do Turków…

Tu Ludwika rozwinęła przed Włochem koncepcje, których wspólnym mianownikiem było pozbycie się Ibrahima – i Osmanów – z ziem polskich. Burattini słuchał uważnie, analizując w myślach wstępne możliwości działań. Bywał, owszem, na ziemiach pod panowaniem sułtańskim, ale jako mierniczy, geograf i archeolog. Sojusznik przeciwko Ibrahimowi?

Wiem, że służysz asan Koronie nie z serca, a za pieniądz – zakończyła rzeczowo Ludwika – i sprawy polskie… - Burattini zaczerwienił się i przerwał:

- Rzeczpospolita, miłościwa pani, przyjęła mnie jak syna, gdym z Germanii musiał umykać, więc jak matkę ją umiłowałem. Z serca misji się podejmę, a za łaski dotychczas otrzymane mus mi się odwdzięczyć. Z własnej kiesy opłaciłem regiment pikinierów, który z Meklemburgii właśnie wyrusza i w trzy tygodnie pod Poznaniem stanie. Ekspens wszelki ja pokryję, a oddział – pod rozkazy waszej miłości przekazuję.

- Wybacz, mości Tytusie – szepnęła królowa - w takim razie jedź i szukaj sojusznika. Pan de Noyers przekaże Ci listy do Rakoczego, do minorytów stambulskich oraz pieniądze. Ruszysz natychmiast – zakończyła i podniosła się z krzesła. Burattini złożył głęboki ukłon.

Ludwika opuściła pomieszczenie. Tytus zdjął perukę i zaczął przekopywać jedną ze skrzyń. Stojący na półce złocisty Imhotep spoglądał uważnie na swego ucznia…

Res continuetur…

Autor: Inkwizytor

  • Żucho

    2011-12-21 22:10:14 napisał(a):

    Owczy, obawiam się, że Pacta Conventa nie do końca na to pozwolą :P

  • Owczy

    2011-12-20 22:19:35 napisał(a):

    Po prostu na IMP trzeba będzie zabrać ze sobą jakiś argument siły np. buzdygan i ręcznie się będzie wygrywać wszystkie mecze :)

  • 5ka

    2011-12-20 21:48:29 napisał(a):

    @Bukowski Niestety większość osób wyznaje zasadę "jak nie możesz pokonać przeciwnika to się do niego przyłącz" :/

  • Rafaell

    2011-12-19 16:21:25 napisał(a):

    To dobry plan jest. Nie do wdrozenia niestety, jak to Rzplitej bylo, jest i bedzie.

  • kajakowski

    2011-12-15 17:13:35 napisał(a):

    Brawo, Panie Bukowski! Pax między chrześcijany! Naprzód, kto Rzplitą - Matkę naszą miłuje!

  • Owczy

    2011-12-15 09:17:32 napisał(a):

    Jest to jakiś plan i to całkiem dobry :D Śmierć Niewiernym!

  • Bukowski

    2011-12-15 08:45:13 napisał(a):

    Plan na pozbycie się Osmańca z Rzeczypospolitej już jest. każdy przerabia swoją talie na rozwałkę osmańskiej oddziałówki, pal diabli inne strategie i frakcje. Jeno kilku chciwych sławy się jeszcze wyłamuje i warcholsko chcą bić wszystkich Polaków, a Osmanom zadku później nadstawiają (tak, tak to o Tobie panie R).

Dodaj komentarz