Ważne informacje

Szpiedzy i Dyplomaci

Warchoły i Pijanice

Archiwum

Kuznia Gier on Facebook

Sklep internetowy

Wprowadzenie fabularne


Pobili się, popili i rozeszli z niczym – tak o tej elekcji mówili potomni. Gdy Ojczyzna w srogie terminy popadła, Panowie Bracia miast za szable brać i pro publico bono działania obwieszczać, za łby się brali. Kiedy trwało to miesiąc, każdy obserwował to z pobłażliwością. Kiedy dwa, sercanki poczęły modły odprawiać, a co wrażliwsi podwarszawskie pole opuszczać. Kiedy w trzecim miesiącu elekcyji do niemal regularnej wojny doszło, zaczęto już lament srogi podnosić. Turczyn granicy zagraża, Kozak łeb podnosi, Szwed plany nikczemne snuje, a Lechistan śpi! Gdzie jest to antemurale? – grzmiano z zachodu. Gdzież wasze szable? – pytano ze wschodu. Lecz puste były to wołania.

Radziwiłł podgryzał Wazę, Wiśniowiecki Chmielnickiemu chciał oczy chciał wydrapać. Wreszcie sułtan Turecki do szczętu ośmielon w granice Rzeczypospolitej wtargnął i raz za razem ze stronnictwami ścierać się zaczął. W Rzymie przerażony papież ligę świętą począł budować, w Wiedniu zbrojenia rozpoczęto, aby Turka wnet odeprzeć. Lecz Turczyn wciąż na zachód nie ruszał. Słano posłańców, wypytywano kupców i zbrojnych z Polski wracających, nikt nie potrafił rzec – co się tam, w onej Rzeczypospolitej dzieje. Kto w Warszawie panuje? Kto w Krakowie siedzi? Czy Wiśniowiecki na Ruś wrócił, czy Chmiel Dzikie Pola opuścił? Kto kogo pod Machnowem zgniótł, a kto w Działdowie sojusz podpisał? Nic pewnego powiedzieć nie można było.

Mijały tak miesiące i na wiosnę A.D. 1649 tak o podróży przez Polskę pisał w liście Szlomo Heidegutz: "praw nie masz tam zgoła żadnych, nie wiesz przez czyje ziemie jedziesz, nie wiesz, kto tu rządca, a kto zbój. Zbrojne kupy wszędy się panoszą, w przydrożnych karczmach gniazda wypadowe zakładając. Strach się do gospody zbliżać, strach przez miasto jechać. Kasztelan Sandomierski Kraków opanował. Dzień później jakiś kacyk Turecki precz go pogonił i na rynku krakowskim się rozsiadł. Na rynku jeno piszę, gdyż na zamku kanclerz Ossoliński z Tyzenhauzem zarządzał, a tam Turcy zaatakować się bali. I tako to w tym kraju wszędy to wygląda. Strach wjechać, szczęściem wielkim granice tego kraju opuścić. Nikt tam nie rządzi, jeno warcholstwo i pijaństwo wszeteczne..."

Jak widzicie, nie najlepiej się w naszej Rzeczypospolitej dzieje. Nikt nią nie rządzi, wróg w granicach, choć i on musi się mieć na baczności. Rację ma ten, kto lepiej macha szablą, lub głośniej gardłuje...

Zatem Panowie Bracia – do szabel!